...†...Przeklinamy dzień za dniem...†... >> niedziela, 18 stycznia 2009 17:24:30
Mówią, że we wnętrzu każdej grubej dziewczyny jest chuda dziewczyna i mnóstwo czekolady.
Ja jestem czekoladą.

Nie. Wcale tak nie myślę. To po prostu cytat z książki, który bardzo mi się spodobał. (:
To tak tytułem radośniejszego wstępu, na dobry początek.
Bo dalej... No cóż. Dalej nie będzie już tak wesoło.

Ostatnio jestem rozdrażniona, bardzo, bardzo, bardzo. Bardzo rozdrażniona.
Wchodzę do domu i w pięć minut mój dobry nastrój ulatnia się.
Pyk.
Jak pęknięty balonik.

Dostaje szału.

Nie podoba mi się to, ale tak właśnie jest.
Irytuje mnie wszystko. Absolutnie wszystko. Rzeczy martwe, komputer(który wbrew pozorom wcale taki martwy nie jest), ludzie, pogoda, wszystko, na co akurat spojrzę.
To nie jest fajne.

A najbardziej drażni mnie fakt, że on wrócił. Znowu.
Hej, E., nie chciałbyś wyświadczyć mi przysługi?
Chyba nie...

Najbardziej chciałabym, żeby wszyscy zostawili mnie w spokoju. Żebym mogła położyć się na trawie i czytać i... "I patrzeć na chmury typu cumulus w kolorze białym".
Tak.
I leżeć latami, nie ruszać się, nie robić nic, czego bym nie chciała.

Ale życie nie tak działa. Już nie.
Teraz budzę się każdego dnia z poczuciem przykrej obowiązkowości.
Gdzie te czasy, kiedy mogłam porzucić wszystko beztrosko i żyć tak, jak w danym momencie chcę i potrzebuję?

Niestety. Ja się zmieniłam. I zmienili się ci, którzy mnie otaczają. Świat sam w sobie też się zmienił.

Teraz każdego dnia budzę się i wiem, że muszę zrobić to, czy tamto. I robię to.
Bo, i to jest właśnie najgorsze, ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że to mnie dopadają wyrzuty sumienia, jeśli coś zrobię 'nie tak'.
A kiedyś po prostu odwracałam się na pięcie i biegłam radośnie w swoją stronę.

Teraz sen spędza mi z powiek każde niedociągnięcie, każde niedokończone lub źle zrobione zadanie.
Psia jego mać.
Co się ze mną stało?

Przeklęta Monika-Zza-Lustra!


I chcę. Chcę zrobić rewolucję. Ale do tego potrzebuję Twojej pomocy, A.
Zdrowiej, zdrowiej szybko i chodźmy podbić świat.
A zaczniemy od mojej przeklętej trzydrzwiowej szafy.

Czekam. Staram się być. A to źle.
Ostatnio dwie osoby, zupełnie niezależnie od siebie powiedziały mi coś, co, choć różnymi słowami, brzmiało mniej więcej tak:
"Nie próbuj żyć. Żyj. Rób coś, albo nie rób tego wcale".
A więc czekam. I jestem.
Czekam cierpliwie, aż wszystko będzie dobrze.
Bo kiedyś musi być.


Na lekcjach Twórczego Przeobrażania Świata powinni uczyć, jak przeobrazić świat, żeby był lepszy.
Ostatnio zerwałam się z tych lekcji. Bo wyglądają one jak powrót na plastykę z pierwszych trzech lat podstawówki.
Ale, cóż. Trzeba było przyznać się m. przed zebraniem, czemu się zerwałam.
Powiedziałam: poszłam z lekcji Twórczego Przeobrażania Świata do McDonalds.
A ona: a czy świat stał się wtedy lepszy?
Ja: tak.
Ona: więc go twórczo przeobraziłaś.

I koniec.
Ot - cała reakcja mojej matki.


Nadal jestem zmęczona i poirytowana. Ale luz blues i orzeszki. Przecież to kiedyś minie.
Kiedyś obudzę się, pewnego dnia, a za oknem zobaczę wiosnę.
W końcu.

Dodaj komentarz