...†...Dream a little, dream of me...†... >> niedziela, 12 lipica 2009 10:27:51
Padła na łóżko, ziewnęła i przytuliła poduszkę.
Już dawno powinna się przyzwyczaić do głupich pytań, które zadawała, głupich odpowiedzi, którymi reagowała na cudze pytania i do tego, że chyba już do końca życia będzie tą najgłupszą w towarzystwie.
Czasem tak po prostu bywa, nie pasujesz i już.

Za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia,
Zbyt ładna dla brzydkich, a dla ładnych za brzydka
Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda...

Ona chyba nigdy się nie dopasuje.
Często zbyt dziecinna, czasem kontrowersyjna i ostra. Łatwo wpadała w gniew czy rozdrażnienie. I nie, nie "ostatnio". Od zawsze.
Powinien się dobrze zastanowić, czy chce z kimś takim spędzić resztę życia.
Ona nigdy nie będzie umiała zachować się w "wytwornym", jeśli wolno mi użyć takiego słowa, toważystwie.
Ona nigdy nie będzie umiała nad sobą zapanować.
Za to, czego mógł być pewien, na pewno bardzo często będzie przedmiotem kpin i żarcików ze strony rodziny, przyjaciół, znajomych.
Powinien to jeszcze przemyśleć, naprawdę.

Doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich wad. Z zalet zdecydowanie mniej.
Były raczej czymś, co gdzieś tam w niej siedzi i za bardzo się nie wychyla.

Nigdy nie rozumiała świata tak, jak inni.
Zawsze trochę naiwna i łatwowierna.
Ufna? Chyba nie.
Zakochana w zwierzętach - zdecydowanie.
Ale czy to wystarczyło, by zbudować razem jakieś lepsze, wspólne życie?

A może on już po prostu do tego przywykł? Pogodził się z tym, zaakceptował, zupełnie tak samo jak fakt, że dla niej pojęcie związków międzyludzkich wcale nie było takie trudne.
Zwyczajnie dawała upust swoim uczuciom.
Jak wtedy, gdy go pocałowała po raz pierwszy. Chciała tego i nie widziała w tym nic złego, niewłaściwego czy nie na miejscu.
Może właśnie to było to. Była taka... Bardzo emocjonalna i może trochę rozchwiana.
Dlatego łatwo było ją zdenerwować, a lepiej wtedy nie stawać jej na drodze.
Ale łatwo też było ją zachwycić.

Motorem jej działań zdecydowanie były sukcesy, nie porażki.
Nigdy tak do końca nie potrafiła pogodzić się z faktem, że nie potrafi dobrze śpiewać.
Nie, nie chciała być gwiazdą, nie lubiła być w centrum uwagi. Po prostu śpiew był czymś, co chciała robić dobrze.
Często łapała się różnych zainteresowań.
Zaczynała coś i nigdy nie kończyła - chociaż ostatnio bardzo walczyła z tą wadą.
Trochę przerażał ją świat tak inny od jej własnego, małego światka.

Była może trochę jak jaszczurka. Stawała komuś na drodze, ten brał ją na ręce, zdobywał coś przez kontakt z nią, próbował oswoić, ale jeden nieuważny ruch, a ona uciekała, w dłoni trzymającego zostawiając tylko ogon. Ogon, czyli tą cząstkę siebie, którą zdążył poznać.

Kim była?
Zdecydowanie Mooniakiem.
Czasem Stokrotką, lub Różyczką.
Czasem ŁoBuziakiem, Ciaprochem, Kicią.
Ale przez większość życia zdecydowanie Mooniakiem.

komentarze [1]