...†...Lolipop! | Dinozaury i polska ambasada w Szwecji?...†... >> wtorek, 30 października 2007 19:17:06
Naszą wędrówkę zaczynamy na jakimś dziwnym parkingu autobusowym "czy cóś".
Obok Tyniak i jej kuzynka. Wsiadamy do taksówki i Tyniak już nie jest Tyniakiem, jest Sandrą. Ona ma koncert dać gdzieś w jakiejś dyskotece, ale my nie wiemy, gdzie to jest. Wobec tego pan taksówkarz dzwoni i szuka. Jedziemy w każdym razie. Zasypiam. Budzę się, gdy samochód staje. Okazuje się, że jesteśmy w Szwecji w polskiej ambasadzie. Zamiast Sandry jest już Gacek. A polska ambasada sprowadza się do dużej cukierni, gdzie wszyscy tańczą i śpiewają.
Następnie trafiamy w wir zwany Dniem Zwykłym, który wykreślamy z percepcji świadomości na tym poziomie.
Wreszcie wir wyrzuca nas do Świętochłowic. Mój dotychczasowy towarzysz tym razem ewoluuje w Leszka-Zwanego-Tofikiem.
Razem z nim udajemy się gdzieś, by trafić przypadkiem na moją koleżankę z klasy - Patrycję. Źle się czuje, jest chora, coś sie dzieje. Dzwonię po pogotowie, ale nikt nie odbiera, więc razem z Leszkiem Zwanym Tofikiem idziemy zaprowadzić ją do szpitala, który ponoć znajduje się gdzieś w tym moim pięknym mieście.
Po drodze jednak wstępujemy do Kumpla LZT, który ma czteroosobową matę do dance dance(czy taka mata w ogóle istnieje?) i tańczymy. Patrycja czuje się chyba całkiem dobrze, choć nie najlepiej jej idzie taniec.
Nagle jestem gdzieś na ulicy. Biegnę. Jest ciemno, mroczno, strasznie, dwie ulice dalej coś się dzieje, panika, wszyscy uciekają.
W biegu poznaję dziewczynę, której nigdy wcześniej nie spotkałam, ale w obliczu katastrofy dobrze uciekać razem. Okazuje się, że mieszka gdzieś koło mnie, więc biegniemy ile sił. Do domów.
Tak. Bo nasze czteropiętrowce na pewno ochronią nas przed Tyranozaurem pustoszącym to nieszczęsne miasto.
I nagle wir zwany Dniem Zwykłym znów porywa mnie, by wyrzucić tu - w tym miejscu, przy tej notce i pozostawiając w oczekiwaniu na kolejny sen.
Zwariowane mam te sny, tak troszeczkę, co nie? (;komentarze [0]...†...There are monsters under my bed...†... >> niedziela, 28 października 2007 20:21:19
Ostatnio nie było mnie tu przez jakiś czas...
Wróciłam zmęczona z dalekiej podróży, bogatsza o nowe doświadczenia, wyleczona z jednej... "przypadłości" - tak, to dobre określenie... popadam w kolejną. Tak wciąż i wciąż. Błędne koło.
"To ona, Twoja Samotność..." - śpiewa do mnie pan zwany przez pewne kręgi gwiazdą.
Nie. To nie samotność... Nie potrafię określić swojego stanu. Jest pewnie coraz gorzej, chociaż wciąż okłamuję siebie i innych, że może jednak nie.
Ale kiedy mam określić, co tak właściwie się dzieje - nie potrafię. W głowie pustka, myśli uciekają, nie chcąc mi pomóc.
Dalsze pisanie jest bezcelowe w tej chwili.
Koniec.
...†...29. X. ...†... - edycja
Niesamowite, ile mogą zdziałać szminka i zdjęcie okularów.
komentarze [2]...†..."On ją kocha a ona umrze!"?...†... >> czwartek, 11 października 2007 20:56:43
Nie, motyw z tematu jest wysoce przereklamowany. Dziś przekonałam się, że jeżeli ona go kocha i umiera, to on jej nie kocha, tylko ją gnoi i dobija.
Ale spokojnie, to była tylko sesja, w rzeczywistości wyszło na prawdę nieźle, zważywszy na fakt, że i tak jak zwykle wygrał Krzysiek, pakując Tynke w niezłą kabałe, ukochana Leszka i tak zginie a ja mimo "porażki" i tak dostałam najwyższe noty za koncepcje [;
Jestem genialna.
Tak. Tego mi brakowało od początku października. Jak tylko się zaczął, myślałam że oszaleję.
No bo jak to może być tak, że siedzę na lekcjach, dostaje piątki z aktywności wielokrotnie a potem za sprawdzian(z którego powinnam dostać przynajmniej 3+ jeżeli wziąć pod uwagę wcześniejsze oceny z aktywności...) dostaje 2- ?!
Poczułam się naprawdę tępa, to się zdarzyło już dwa razy...
Dajcie spokój, po prostu mam dość. Nie rozumiem, co się dzieje właściwie, nie rozumiem, dlaczego.
Nie ważne. Poprawie, a przynajmniej spróbuje. Ten wieczór na prawdę mi pomógł.
Dobrze jest chyba. Tak - chyba właśnie tak.komentarze [3]