...†...Gdy umiera Brat Internet...†... >> środa, 29 listopada 2006 16:02:24
Zmarł mi ostatnio, śmiercią niesamowicie tragiczną, Brat Internet. A może po prostu poszedł zagrać z *Lampkiem w karty? Kto go tam wie?
W każdym razie, podczas gdy ja chciałam porozmawiać z przyjaciółmi i przeczytać kolejne odcinki komiksu podesłanego jakiś czas temu przez Buu, ten drań hulał w najlepsze.
Wynikła z tego jednak niesamowicie dobra rzecz.
Albowiem „nabazgroliłam” drugi w swojej karierze obraz w pełni stworzony samymi pastelami. Ten jest jeszcze lepszy od pierwszego, ponieważ jest całkowicie wykończony – z tłem i wszystkimi innymi „badziewiami”.
Pomysł na obraz co prawda nie mój, ale od kilku dni odczuwałam niesamowitą potrzebę namalowania czegoś. Farbami. Wiecie: „Natychmiast! Teraz, zaraz, już!”.
W gruncie rzeczy stwierdziłam jednak, że pastelami się zadowolę. Chciałam po prostu stworzyć coś, co będzie miało inny kolor od ołówka. Ba. Co w ogóle nie będzie miało w sobie ołówka. Szczerze powiedziawszy lubię szkice i staram się w tym doskonalić, ale dajcie spokój, ileż można?
Po cholerę mam te trzy rodzaje farb(dobra, przyznaje się – jedne to zwykłe szkolne plakatówki, jeszcze z podstawówki chyba, ale to i tak jakiś rodzaj, co nie?) i dwa rodzaje pasteli, glina, plastelina, pędzle i inne tego typu, skoro używam tylko ołówka i gumki? -.-”
Tak więc pierwszą dobrą rzeczą było stworzenie wreszcie czegoś w kolorze.
Następną doskonałą rzeczą było kontynuowanie rozpoczętych parę dni temu porządkami w swoim folderze. Znalazłam tam bowiem opowiadanie Gacka, wcale nie zapomniane, jednak takie, do którego przez cały czas nie mogłam się zabrać. Wiecie – brak sprzyjających warunków. Trudno skupić się na czytaniu, gdy młodszy brat wraz z kolegami na drugim komputerze nazbyt emocjonuje się graniem. Niech mnie Diabli wezmą, jeśli oni kiedykolwiek byli choć przez minutę cicho.
W każdym razie przeczytałam to opowiadanie i jestem, po raz kolejny, pod ogromnym wrażeniem.
Zresztą trudno nie być – tylko Gacek potrafi tak wspaniale wszystko opisać. Kiedy czyta się jej opowieści można poczuć się tak, jak opisywany bohater w danej chwili. Na prawdę!
Cóż. Opowiadaniom Tyniaka i Andrzeja również nie mam nic do zarzucenia. Oboje potrafią wzruszyć do łez.
I tylko ja się tak jakoś łyso czuję. Nie potrafię tak pisać, tak tworzyć. A może po prostu nie trafiłam jeszcze na swój temat? Taki, wiecie – „mój i tylko mój”?
Przy natłoku tych wszystkich powiastek blogowych można dostać zawrotu głowy. Ma się odczucie, że wszystko już było. WSZYSTKO!
Koszmar.
W dodatku większość opowiadań pisanych przez blogowiczów jest tragiczna. Jak pomysł dobry, to koszmarnym językiem pisany, jak język dobry to pomysł „zerżnięty” od kogoś... Dno i wodorosty!
I jak ja się mam wybić wśród nich? No jak?
Pff. Już dawno porzuciłam pisanie opowiadań. Pozostaje mi blog. I ulubione wypracowania z polskiego.
Ot. Właśnie. Chociaż nikomu nie chce się czytać moich notek jeśli nie są krótkie. Więc tej pewnie też nikt nie przeczyta.
Nic to.
P.S.
Zaczynam funkcjonować jak normalny człowiek. To frustrujące. Żadna ciemność nie jest dla mnie bezpieczna, byle szelest rozbudza natychmiast moją czujność i strach, lepiej czuję się w oświetlonym pokoju niż na zalanej ciemną nocą ulicy, po której tak niedawno jeszcze uwielbiałam się przechadzać.
Szlag. Coś się znów dzieje, czy to ja mam jakieś zaburzenia psychofizyczne? Może jeszcze z napaściami narcystycznej złości, hm?
Na prawdę. Źle ze mną.
Spadł śnieg i przez pewien czas było spokojnie. Bardzo. Aż za bardzo. Cisza przed burzą? T., czyż byśmy wpakowały się w coś złego? Znowu?
A może tylko ja?
Nie wiem.
P.S.2
Przepraszam, że dziś tak długo. Ale od dawna zbierałam w sobie myśli by wreszcie je z siebie wyrzucić.
Pozdrowienia i całuski :*
*Lampek – określenie na Lucyfera, jako, że „Lucyfer” oznacza „niosący światło” ;)komentarze [3]...†...Pytanie...†... >> czwartek, 23 listopada 2006 14:04:12
Pytanie brzmi: Mam manię prześladowczą czy po prostu znów coś się dzieje?
Nie wiem.
Chciałam jechać na seminarium do Warszawy ale nie bardzo wychodzi. Okazuje się że termin, który mi odpowiada, jest już na trzeci stopień. Żeby zaliczyć pierwszy i drugi musiałabym jechać już, teraz, zaraz, natychmiast. A konkretnie: już jutro być w Warszawie, co jest niewykonalne.
No cóż. Spokojnie. Zostają jeszcze jego książki. I inne seminaria oraz kursy. Dam radę.
Chcę nauczyć się tego wszystkiego, o czym On pisze.
A może uda mi się dowiedzieć, kim są ONI? Albo okaże się, że ICH wcale nie ma?
Nawet jeśli się tego nie dowiem... To wszystko, czego chcę się nauczyć pomoże mi(i nie tylko) kiedyś, w przyszłości.
Tssst Tyniaku a jeśli mi się uda to Ty pierwsza się o tym dowiesz. I spróbuję Cię też nauczyć :) .
www.afterlife-knowledge.com.pl
A Wy nie musicie rozumieć. Ani wierzyć. Ani nie musicie uważać mnie za normalną. Ja sama nigdy się za taką nie uważałam.
Wystarczy, że ja wierzę. Nawet nie muszę rozumieć, wiecie? Bo nie trzeba rozumieć tego, w co się wierzy. komentarze [3]...†...Ryżowa Królewna i Figielek Zwany Życiem...†... >> środa, 15 listopada 2006 19:18:32
"I sayd: Heeey! What you need, babe?"
Yay. Od jakiegoś czasu wpada do mnie Figielek Zwany Życiem.
Puka do drzwi, a kiedy idę otworzyć na korytarzu jest ciemno i pusto.
Pytam więc, po co Figielek do mnie przyszedł i dlaczego po prostu nie wejdzie?
A on na to się śmieje, pokazuje mi język i znika.
Taki to z niego Figielek. O. :Dkomentarze [3]...†...Czy testy osobowości mówią prawdę?...†... >> niedziela, 12 listopada 2006 22:02:00
A więc tak. Zrobiłam głupi test osobowości przesłany przez koleżankę.
Jedno z pytań było takie:
Opisz każde z poniższych słów jednym wyrazem:(razem z moimi opisami)
PIES - wierny
KOT - niezależny
SZCZUR - wytrzymały
KAWA - gożka
MORZE - głębokie
Odp. testu:
Opis psa definiuje twoja osobowość
Opis kota charakteryzuje twój związek z kimś
Opis szczura opisuje twojego wroga
Opis kawy interpretuje seks
Opis morza jest opisem twojego życia
Aha. No dobrze. Zgadza się. Na razie nie mam wroga. A poza tym wgadza się wszystko. Na prawdę. Tylko co znaczy "głębokie życie"?komentarze [1]...†..."Gdybym była..."...†... >> czwartek, 9 listopada 2006 18:47:51
"Zwinięte" z Gackowego deva. Buziaki dla Gacka :*
1. Gdybym była owocem, byłabym... arbuzem! Bo taki okrągły jak ja XD
2. Gdybym była kolorem, byłabym... Fioletem. Oczywiście.
3. Gdybym była zwierzęciem, byłbym... kociątkiem :)
4. Gdybym była domowym urządzeniem, byłabym... puchatym ręczniczkiem(czy puchate ręczniczki podchodzą pod zakres 'urządzeń domowych'? O.o)
5. Gdybym była książką, byłabym... "wszystkim, co faceci wiedzą o kobietach"(a w środku tej książki jest 300 pustych stron! ;P ). A tak to mogłabym być "Mieczem Przeznaczenia" Sapkowskiego. Albo od razu całą sagą o Wiedźminie :D
6. Gdybym była jakimś elementem ubrania, byłabym... pansami(baletki do tańca irlandzkiego ^^)
7. Gdybym była elementem biżuterii, byłabym... pierścionkiem z oksydowanego srebra(tak to sie pisze?) przedstawiającym lecącego smoka(moim ulubionym! :D)
8. Gdybym była przedmiotem, byłabym... ołówkiem.
9. Gdybym była samochodem, byłabym... Volvo Turbo480 ;]
10. Gdybym była żywiołem, byłabym... ogniem. To chyba jasne? ;]
11. Gdybym była drzewem, byłabym... samotną taciszowską gruszą.
12. Gdybym była napojem, byłabym... miętą.
13. Gdybym była smakiem lodów, byłabym... ciasteczkowym! Ha! XDDD
14. Gdybym była osobą, byłabym... moją mamą.
15. Gdybym była planetą, byłabym... Lilith(ona co prawda podchodzi pod komety, no ale ;) )
16. Gdybym była owadem, byłabym... ważką. Albo komarem - siałabym postrach mwahahahahahahaha ;]
17. Gdybym była środkiem publicznego transportu, byłabym... kolejką górską :)
18. Gdybym była piosenką, byłabym... "PIKN" Aerosmith XD.
19. Gdybym była filmem, byłabym... "Charliem i Fabryką Czekolady" ;]
20. Gdybym była porą roku, byłabym... wczesną wiosną albo 'złotą polską jesienią"
21. Gdybym była kwiatkiem, byłabym... stokrotką lub margaretką. Chociaż bardziej chyba stokrotką.
22. Gdybym była pracą, byłabym... jubilerstwem?
23. Gdybym była kreskówką, byłabym... "Teen Titans" XD
24. Gdybym była miejscem, byłabym... taciszowską polaną z jedną tylko samotną gruszą.
25. Gdybym była podarunkiem, byłabym... pluszowym misiem
26. Gdybym była wspomnieniem, byłabym... wspomnieniem czyjegoś szeptu.
27. Gdybym była miastem, byłabym...Świętochłowicami? Albo Chorzowem. Albo Bielsko-Białą. Nie wiem.
28. Gdybym była zmysłem, byłabym... Słuchem.
29. Gdybym była grą, byłabym... em... Scrabble? XD
30. Gdybym była słodyczem, byłabym... czekoladką.
31. Gdybym była porą dnia, byłabym... środkiem nocy.
33. Gdybym była wynalazkiem, byłabym... bombą atomową.
33. Gdybym była częścią ciała, byłabym... Stopami. Przecież bez nich nie zatańczę!
34. Gdybym była krajem, byłabym... Irlandią
35. Gdybym była smakiem, byłabym... smakiem eukaliptusowego cukierka.
36. Gdybym była sportem, byłabym... Tańcem irlandzkim. I co z tego, że to nie sport? Jeśli jednak muszę coś wybrać to siatkówką.
37. Gdybym była zapachem, byłabym... Zapachem mięty i goździków.
38. Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym... plastyką? Albo muzyką. Albo "człowiekiem jako jednostką". Albo "podstawami psychologii". O.
39. Gdybym była flagą, byłabym... Tym zabawnym listkiem Kanady :)
40. Gdybym była budynkiem, byłabym... małym domkiem w górach. tym bez adresu.
41. Gdybym była miesiącem, byłabym... Czerwcem.
42. Gdybym była perfumami, byłabym... Nie znam się ;) .
43. Gdybym była gumą do żucia, byłabym... orbitką jabłkową ^^
44. Gdybym była zabawką, byłabym... przytulanką.
45. Gdybym była materiałem, byłabym... jeansem.
46. Gdybym była figurą geometryczną, byłabym... kółkiem?
47. Gdybym była odpowiedzią, byłabym... "NIE!". Nie ważne, jakie pytanie.
48. Gdybym była słowem, byłabym... yć
49. Gdybym była literą, byłabym... J. Bo ładnie piszę duże J. XD komentarze [0]...†...Ryżowa Królewna i Pani Samotność...†... >> niedziela, 5 listopada 2006 21:01:40
Marilyn Manson
The Nobodies
Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt
Today I am dirty
I want to be pretty
Tomorrow, I know I'm just dirt
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are
Yesterday I was dirty
wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
Yesterday I was dirty
wanted to be pretty
I know now that I'm forever dirt
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are
Some children died the other day
we fed machines and then we prayed
puked up and down in morbid faith
you should have seen the ratings that day
Tak. To koniec. Troche mi źle pisać. Ręce drżą a klawiatura się rozmywa. Więc dziś tylko ten tekst. Czuję się jakbym to ja go śpiewała.komentarze [2]...†...Ryżowa Królewna i Pani Zima...†... >> czwartek, 2 listopada 2006 17:18:04
Pierwszy listopada to dzień zadumy, rodzinnych spotkań, wspomnień...
Zawsze, gdy wracam tego dnia wieczorem, czuję się nieswojo.
Czuję, że to nie wiatr zmusza liście do szelestu. Niemal słyszę szept.
I pierwszy listopada to zawsze dzień szary, zimny i smutny...
Obudziłam się dziś rano i zobaczyłam zaspy na parapecie. Wyjrzałam przez okno i *puff*. Powitała mnie Pani Zima.
Dmuchnęła we mnie zimnym wiatrem.
Zima. Taka z dnia na dzień. Tak, jakbym nagle znalazła się w środku grudnia...
Czy to nie dziwne? Pani Zima, która zazwyczaj przybywa powoli, stopniowo, tak by wszyscy mogli ją podziwiać, teraz zjawiła się nagle. Wpadła niespodziewanie i od razu się zadomowiła.
Tak natychmiast. Z dnia na dzień.
Źle mi. Zimno. Najchętniej zapadłabym w sen zimowy. Jak taki misio.
Zima by mogł być tylko w Wigilię.
I tak jakoś. Stwierdziłam, że nie będę pisała już opowiadań.
Tyle się tego nazbierało w sieci... Co blog to opowiadanie... Nie koniecznie najlepsze, ale...
To uświadamia mi, że ja piszę własnie tak. "Nie koniecznie najlepiej".
Nie mam swoich pomysłów. Nie mam swojego stylu.
I *puff*. Pękam jak balonik. Za kazdym razem.
I pusto tak ostatnio.
Ale nie jest najgorzej. Chyba nie.
W szkole idzie mi dobrze, chociaż fakt - nie trzeba się maksymalnie wysilać.
Ciągle mam J.C.J., chociaż czasami to aż boli.
Nie. Wcale nie to, że go mam.
Raczej ta beznadziejność. Brak charakteru. Barwy.
Tańczę. Zamarzam. Muzyka cichnie. Podchodzi Pani Zima. Łapie mnie za rękę. Zabiera gdzieś daleko. Daleko stąd.
Do mojego Małego Domku z Trawy i Zachodów Słońca.
Do domku, w którym jestem kimś.
Niby taki Domek Bez Adresu, a jednak znalazłam go już kilka razy.
W sercach przyjaciół. W uśmiechach. W poprawionych dzięki mnie chumorach. W przegonionych smutkach.
To dobrze.
Tylko czy "docieranie do serc" można uznać za "dziedzinę zawodową"? Za coś, dzięki czemu przeżyję, coś, co poprowadzi mnie tą krętą ścieżką zwaną Życiem?
Czuję się głupia. Gorsza. Nic nie potrafię. Przykro. Trudno. Bywa.komentarze [1]